Jak sobie wyobrażam F1 za 10 lat? Dalej jako singleseatery z (mam nadzieję) silnikami spalinowymi, w której zobaczymy Ferrari, McLarena i Williamsa. Tego ostatniego nie jestem w stu procentach pewny.
A reszta? Cóż, trudno powiedzieć. Owszem, zespoły jako takie, patrząc po siedzibach, powinny zostać. W Enstone, Silverstone czy Hinwil prawdopodobnie będą dalej działać jakieś stajnie. W Faenzy i Milton Keynes być może też, ale czy pod tym samym szyldem? To już nie jest takie pewne.
Co prawda Helmut Marko, doradca Red Bulla w sportach motorowych, zwycięzca Le Mans (1971) i były kierowca w F1 przyznał, że marka póki co zostaje w Formule 1, ale mówimy tu o latach 2013-2016, plus minus jeden rok. Na tyle bowiem zostanie podpisane następne porozumienie Concorde.
„Jeśli będzie długoterminowy sukces, nie będzie pytań. A jeśli popatrzysz realnie na sytuację, mamy długoterminowe kontrakty z naszym dostawcą silników, sponsorami i pracownikami.”
W tym czasie nie należy spodziewać się drastycznych zmian w prawach do ekip, no może poza Enstone – Lotus GP coś mnie nie przekonuje, podobnie HRT i Marussia. O Caterhama się nie martwię, gdyż Tony Fernandes buduje całość dość mądrze.
A za 10 lat? Sauber może znów zdecydować się odejść i sprzedać ekipę. Force India nie jest już tylko Mallyi, więc za niedługo możemy zobaczyć team Sahara F1 czy też coś zupełnie nowego. Dla ekipy z Silverstone byłaby to zresztą kolejna zmiana nazwy od momentu odejścia Eddiego Jordana. Nawet Red Bull, gdy braknie sukcesów – odpuści sobie. Co prawda teraz są na dobrej drodze, by kroczyć ścieżką Ferrari z początku wieku, ale nawet najlepsza passa kiedyś się kończy.
Nie można zapominać, że dla wielu Formuła 1 to tylko znakomity baner reklamowy, a nie sposób na życie. Zespoły stworzone z pasji niestety zniknęły już z F1. Nawet Minardi, które było pełne pasjonatów, w ostatnich latach istnienia było jeżdżącą reklamą interesów Paula Stoddarta. Nawet Super Aguri można podciągnąć bardziej pod juniorski zespół Hondy, niż pod projekt pasjonatów. A, że nie wypaliło – zdarza się.
10 lat to szmat czasu, jeśli chodzi o F1. Co prawda nie ma już tylu zespołów producenckich. Honda wycofała się w 2008, BMW, Renault i Toyota – w 2009. Teraz mamy co prawda Mercedesa, jednak jeśli nie będzie naprawdę fajnych wyników w najbliższej pięciolatce, znów możemy mieć do czynienia z odejściem. A na odejście najlepszy jest moment podpisywania Porozumienia Concorde – co wykorzystały BMW i Toyota.
Bredzę? Być może, ale 10 lat temu (2001) nie było Lotusa (był Benetton, którego właśnie przejęło Renault), Mercedesa (BAR, potem Honda), Red Bulla (był Jaguar, a RB wspierał Saubera) czy Toro Rosso (Minardi). Prost (2001) i Arrows (2002) zdołały zbankrutować, a Toyota dopiero szykowała się do wejścia do F1.
Nikt nie myślał nawet o nieistniejącym dziś Super Aguri, nie mówiąc już o obecnych młodych zespołach. Częściej mówiło się o wejściu ekipy z USA (Phoenix Racing?) czy też o możliwych sponsorach Toyoty.
Wiele się zmieniło, a niektórych rzeczach jeszcze nie słyszano, a dziś już się nie pamięta. Zaledwie 10 lat temu zastanawiano się, czy zmiana układu toru Hockenheim jest potrzebna i czy nie sprawi, że ten zupełnie zatraci swój unikalny charakter i nie stanie się kolejnym ‘torem Myszki Miki’ w kalendarzu F1. A za 10 lat? Cóż, tylko kilka osób będzie kojarzyć pewne fakty.
