Wygląda na to, że tak. O swoją posadę. Cóż, był wicemistrzem świata, a gdyby nie Team Orders miałby nawet szansę by powalczyć o tytuł (w jedynym sezonie kilka ładnych lat temu). Teraz jest kierowcą, który przejechał najwięcej wyścigów, jednak coraz mniej wskazuje na sens jego obecności w Williamsie.
Nie oszukujmy się, gdyby Sir Frank wiedział jak będzie wyglądał ten sezon, zamiast Rubensa mielibyśmy dziś ciekawy skład Maldonado-Hulkenberg. Ale Sir Frank wydawał się wierzyć w troszkę inną przyszłość.
Dziś świat obiegła wypowiedź Rubensa, że nikt, wliczając w to Kimiego Raikkonena nie może dać tyle Williamsowi, co on sam. („I don’t believe that anybody else, including Kimi, can offer anything more than I do”).
Tak naprawdę nawet Adrian Sutil, który może niestety* go tam zastąpić, oferuje co najmniej tyle, co on. Niemiec nie dość, że prawie zawsze (but Fisi) wygrywał punktowo z kolegami z ekipy, ma za sobą sponsorów (choćby Medion) i jakby nie patrzeć, jako uszczelka pomiędzy kierownicą i fotelem dobrze się sprawdza.
Wspomniany przez samego Barrichello Kimi jest gwarancją pewnego zainteresowania. Mistrz Swiata, wolny ptak, który wraca do F1 – choć nie wiadomo po co. Tu Sir Frankowi proponowałbym kontrakt race by race i dobrego trzeciego kierowcę, dla zadowolenia obu stron. Akcje tak czy tak poszły by w górę.
Williams poczynił właściwe kroki. Nie ma już Sama Michaela, jest kilku młodych – miejmy nadzieję – zdolnych ludzi, nowy silnik.. Nadszedł czas na wyjście z dołka.
Jasne, że jest jeszcze daleko, by osiągać wyniki choćby z okresu Juana Pablo Montoi i ‘kłów morsa’ (gdy Williams zaczął poważnie walczyć o miano najbrzydszego w historii samochodu), ale jeśli odbiją się od dna, ucieszę się.
*niestety – bo jakoś ostatnio moja miłość do Sutila osłabła.
